Blog > Komentarze do wpisu

śmieszne i pożyteczne

 

Kto pamięta warszawski klub Le Madame? Ja nigdy tam nie byłam. Został zamknięty po wielkich protestach w 2006 roku, a ja w Warszawie mieszkam od 2008. Ledwo załapałam się na Diunę i Jadłodajnię Filozoficzną. Dlaczego zaczęłam od Le Madame?

9 lat temu w Le Madame miał swoją premierę spektakl "Miss HIV", napisany i wyreżyserowany przez Macieja Kowalewskiego. Ja go zobaczyłam wczoraj w OCH-Teatrze. Spektakl właśnie zszedł z afisza, ale był tak wyjątkowy, że muszę o nim napisać, choć w najbliższym czasie nikt z Was nie zasiądzie na widowni, by podziwiać zakażone kandydatki ubiegające się o tytuł najpiękniejszej.

Pomysł twórcy, by urządzić wybory miss HIV nie jest z kosmosu, nie jest żartem. Gdzieś na świecie naprawdę odbywa się taka impreza. Ma ona uświadamiać, ma poszerzać horyzonty, ma przestrzegać. Historie bohaterek są wszystkim znane: przypadkowy seks bez prezerwatywy, zakończony seropozytywnością. Kto by się jednak chciał publicznie przyznać do takiego banału? Na pewno nie kandydatki do korony, dlatego na potrzeby konkursu wymyślają historie tragiczne i poruszające, choć nieco nieprawdopodobne.

Spektakl Kowalewskiego nie ma jednak wymowy na wskroś dydaktycznej, choć pierwiastki edukacyjne zawiera. Nielubiany przez widzów dydaktyzm zostaje wyparty przez odpowiednią dozę czarnego humoru, który rozluźnia widzów spiętych nie tyle dużym stężeniem zakażonych osób w pobliżu, co transwestytyzmem konferansjerów, prowadzących show.

Po pierwszej części spektaklu, która przedstawia kulisy wyborów miss i kandydatki do tytułu, które swobodnie rozmawiają między sobą, poznają się i wymieniają doświadczenia (doskonałe: Ewa Szykulska, Maria Serweryn, Patrycja Szczepanowska, Iza Kuna), światła gasną, a na scenie rozpoczyna się właściwa część wieczoru, którą w seksownych damskich strojach prowadzą Rafał Mohr i Tomasz Tyndyk. Aktorzy do perfekcji opanowali trudną sztukę chodzenia na wysokich obcasach i w obcisłych strojach. Ruch sceniczny powodował ciarki. W scenie seksu oralnego między jedną z drag queen a kandydatką na miss widzowie odwracali zgorszeni wzrok. Reżyser poszedł na całość, a obecność czołowych polskich aktorek - i to nie najmłodszego pokolenia - sprawiła, że widzowie wytrwali, treść przedstawienia przyswoili i nagrodzili aktorów i pozascenicznych twórców spektaklu owacjami na stojąco. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

Dobre były żarty w tym spektaklu, porcja solidnej wiedzy i kawał dobrego aktorstwa. Dobra robota dla społeczeństwa i sztuki, panie reżyserze. 

 

               

sobota, 13 września 2014, woleteatr

Polecane wpisy